O edycji stacjonarnej przepięknego Festiwalu Kamera Akcja wiecie już wszystko, czego nie chcieliście wiedzieć, a i coś co chcieliście. Czas bym zapoznał Was z emocjami, jakich dostarczył mi FKA w wersji online.
O edycji stacjonarnej przepięknego Festiwalu Kamera Akcja wiecie już wszystko, czego nie chcieliście wiedzieć, a i coś co chcieliście. Czas bym zapoznał Was z emocjami, jakich dostarczył mi FKA w wersji online.
Gdybym był normalny zacząłbym ten (pewnie przydługi dla pokolenia tiktokersów) tekst od "W dniach od 13 do 16 października na terenie łódzkiej Szkoły Filmowej odbywał się Festiwal Kamera Akcja". Walić jednak nudę i typowe podsumowania pisane przez większość w tym samym stylu! U mnie musi być dziwnie, pogmatwanie i z kretyńskim poczuciem humoru, które rozumie pięć osób, w tym cztery nie istnieją. Zatem, czas na prawdziwą akcję!
Piździernikową tradycją jest już to, że pokazuję środkowy palec szefowi w pracy mówiąc "nara", pakuję się, składam krwawą ofiarę z różowych kucyków Pony, opuszczam ciepłe poznańskie mieszkanko i przedzieram się przez niesprzyjające okoliczności przyrody (śniegi, opady, huragany i tsunami), by dotrzeć do Łodzi, która nie jest nad morzem, choć jest łodzią. No ok, trochę naściemniałem, bo nigdy nie padał śnieg, ale reszta to prawda. Bo jak tu nie pojechać w piździerniku do Łodzi, gdy co roku odbywa się tam najfajniejszy festiwal w Polsce?
Po wielkich emocjach związanych ze stacjonarną Kamerą Akcja, przyszedł czas na emocje związane z internetową wersją tego Festiwalu. Czy było tak samo fenomenalnie?
Najsmutniejsze w Festiwalu Kamera Akcja jest to, że tak szybko się kończy. Jestem stałym uczestnikiem tego wydarzenia od wielu, wielu lat i za każdym razem chciałoby się, aby trwało dłużej. W tym roku Organizatorzy, jakby czytali w moich myślach i FKA trwał aż osiem dni! Stacjonarnie, w Łodzi, mogliśmy bawić się od czwartku 30.09 do niedzieli 03.10, zaś w wersji online Festiwal trwał od 30.09 aż do 07.10! WOW! To były dni pełne filmowych uderzeń, świetnych paneli oraz niesamowitego klimatu, z którego Kamera Akcja słynie. Ale po kolei! Dziś zaprezentuję Wam moje spojrzenie na edycję stacjonarną, a na dniach przekonacie się, co uważam o wersji online. Także, zaczynamy? Fakt, głupie pytanie, skoro tu trafiliście. Oczywiście, że zaczynamy!
Z czym kojarzy Wam się liczba 12? Z "dwunastką" na koszulce w Juventusie gra Alex Sandro. Ale nie o to chodzi. Tramwaj o numerze 12 jeździ w Poznaniu przez Rolną. Ale nie o to chodzi. W 12 roku urodził się Kaligula. Yyy, zdecydowanie nie o to chodzi. W najbliższych dniach "dwunastka" będzie bezsprzecznie kojarzyć się ze wspaniałą Kamerą Akcją - tak, to już DWUNASTA edycja tego Festiwalu. A Wy nie macie wymówek, musicie w nim uczestniczyć! Dlaczego? Zaraz się dowiecie!
Kiedy w roku 793 n.e. wikingowie łupili Lindisfarne i grali w gry towarzyskie z mnichami (pokroju: ucieknij przed lecącym toporem) nie spodziewali się, że w 2020 roku, w Polsce, pewien typ, co to go "Wikingiem" ludzie mianowali też będzie się dobrze bawił... ale na festiwalu filmowym, gdzie krew widzów się nie leje. Jaki sens ma ten wstęp? Też nie wiem. Wiem jednak, że czwartek i piątek przyniósł nam wiele dobrego, o czym mogliście przekonać się we wczorajszym wpisie. A jak było z sobotą i niedzielą?
Co roku mogliście tu przeczytać o moich wielkich przygodach, swoistej epopei, porównywalnej epickością jedynie do drogi, jaką przebyło paru kurdupli, by utopić pierścionek w lawie, by jakiś kasztan, co był zły, wziął i umarł. Choć nie, moje podróże do Łodzi były jeszcze bardziej monumentalne. Wsiadałem w pociąg i byłem. To jest hardkor! Myślicie, że hobbici zniszczyliby pierścień, gdyby mieli jechać PKP? Śmiem wątpić. Pewnie nie dotarliby na czas albo przesiedzieliby na dworcu 260h czekając na upragniony pociąg wśród przecudnych zapachów zostawianych przez niezbyt trzeźwych panów. Ale ten rok jest inny. Ten rok jest okropny. Nienawidzę 2020, mimo, że jeszcze trwa. Koronawirus mocno rzutuje na nasze życie, stąd nie mogłem odbyć swojej corocznej filmopielgrzymki do Łodzi. Tegoroczne FKA (Festiwal Kamera Akcja - nie mylić z formerly known as) spędziłem bowiem na kanapie, w swoim mieszkanku.
O tym, że 2020 rok powinien przestać istnieć, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Wirus cholernie mocno wpłynął na nasze życia, spowodował, że fajnie zapowiadające się 365 dni (nie mylić z filmem o tym samym tytule, on się nie zapowiadał fajnie i fajnym nie był :D) zmieniło się w C-klasowy thriller apokaliptyczny (wiem, trochę przesadzam, ale nikt mi nie zabroni, nie? :D). Straciliśmy kina, a gdy je, po ciężkim boju, odzyskaliśmy, okazało się, że wszystkie wielkie premiery albo zostały przesunięte na 2021 (albo i 2022) albo jak już trafiły do kin ("Tenet") okazały się finansowymi klapami. Ciężko liczyć, by korona w czasie tegorocznego sylwestra stwierdziła, że ucieka na Marsa, ale pozostaje mieć nadzieję, że sytuacja w 2021, jako tako, choć trochę się unormuje. W przerwie od rozmyślań o końcu świata rodem z filmu Emmericha z odsieczą przybywa Festiwal Kamera Akcja.