środa, 4 stycznia 2017

Na co czekać w 200017?




W sumie to dobre pytanie.  Niestety, w tym roku dystrybutorzy się nie kwapili, by w miarę szybko ogarnąć światowe (a tym bardziej polskie) daty premier. Stąd poniższa lista zawiera zapewne cholernie wiele luk, które z biegiem czasu będą się wypełniać. Pełnię 2017 roku poznamy zatem 31 grudnia 2017 roku. Nie przeszkodziło mi to jednak w śledztwie, którego celem było sprawdzenie tego, na co wybrać się do kina w bieżącym roku. Oto efekt mojej pracy w kolejności alfabetycznej:


wtorek, 3 stycznia 2017

De Podsómowanje ow 200016




Parę dni temu żywot swój zakończył rok 2016 - dobrze tak gnojowi!  Był to czas plagi u władzy, śmierci i olbrzymiej ilości filmowych rozczarowań. Zdecydowanie nie będę tęsknił - oby rok 2017 był pod tym względem o wiele radośniejszy, weselszy i przyjemniejszy. Ale nie wybiegajmy w przyszłość - premierami kinowymi obecnego już roku zajmę się jutro, kiedy to przygotuję dla Was listę filmów, na które ja, człowiek z północy, najbardziej czekam. Czas rozliczyć rok 2016. Co się zdarzyło w tym czasie w filmie? Które produkcje zdobyły moje serce? A co ważniejsze - które filmy otrzymają moje nagrody (to te nagrody ważniejsze od Oscarów)? Tego dowiecie się z tej notatki. Zapraszam do lektury.


sobota, 31 grudnia 2016

Podsumowanie grudniowych podbojów




Pod barierką stałem dobre 8000 godzin - bez jedzenia, bez picia, bez wychodzenia do miejsca, gdzie król piechotą chadza, bez wsparcia lekarza psychologa. Wszystko po to, by gdy wejdą na scenę, być jak najbliżej. Udało się - kiedy legendarni (spośród Osób, które to czytają, zapewne tylko dla mnie) Amon Amarth przy dźwiękach "Pursuit of the Vikings" zaczęli swoje show, wpadłem w taką ekstazę, że trzyma mnie do dziś (koncert odbył się 8 grudnia w gdańskim klubie B90). Cóż, przy pierwszym utworze prawie wyrwałem barierkę, a potem było tylko lepiej. Co za koncert! Wiecie - jestem jedną z tych osób, które w życiu mogły obcować z największymi gigantami: byłem na muzycznych spektaklach Black Sabbath, AC/DC (w starym składzie, a nie z tym gamoniem z Gansów na wokalu), Deep Purple, widziałem na żywo Manzarka i Kriegera i wiele, wiele innych LEGEND. Jednak to właśnie koncert "wikingów" spowodował, że ciary na moim ciele są do dziś. Ależ to było uderzenie. Przeszło 100 minut show bez ognia, bez gadżetów (prócz Mjollnira na początku "Twilight of the Thunder God") - tu liczyła się muzyka i charyzma sceniczna Szwedów. A ci przeżywają kolejną młodość - biegali po scenie, zamieniali się miejscami, trzymali świetny kontakt z widownią. Widać było, że świetnie się bawią, radują każdą minutą gry dla nas. I radowałem się ja - mogłem, w końcu, zobaczyć na żywo swoich muzycznych herosów, pokrewne dusze. Wspomnienie z tego wydarzenia zostanie ze mną na długo. Ale się patetycznie zrobiło, nie? Zatem, otrzyjcie łezki, bo czas na ostatnie podsumowanie w tym roku! :)

sobota, 10 grudnia 2016

środa, 30 listopada 2016

Podsumowanie listopadowych podbojów




W listopadzie modliłem się do boga wojny. Znaczy byłem na koncercie Vadera, ludzie mnie bili, ja ich również biłem - ogółem spoko impreza, kwintesencja koncertu metalowego. Dlaczego piszę o tym we wstępie? Cóż, szczerze? To nie wiem. Tak chciałem przyszpanić. Albo po prostu nie miałem pomysłu, co tu napisać, bo działo się wiele i niewiele i w sumie nie pamiętam, co ja robiłem. Starość nie radość, ale przynajmniej napiłem się dziś kawy, co jest bez sensu, bo mi się nie chciało pić kawy. Po tych wszystkich zawiłościach, może lepiej przejdę do filmów. Tak, to dobry pomysł, bo sam nie rozumiem tego wstępu.

czwartek, 10 listopada 2016

Dwadzieścia filmów na jedenastolecie - część ostatnia (?)




Dziś trochę o tym, co można zobaczyć w Zimbabwe. Przewodniki turystyczne zgodnie twierdzą, iż początkowo najlepiej udać się nad Wodospady Wiktorii (które tubylcy, przed nadejściem kolonizatorów, nazywali "Mgłą, która grzmi") - uznawane są one za jeden z siedmiu naturalnych cudów świata. Następnym celem Waszej podróży powinny być Wzgórza Matopo, skąd rozciąga się przepiękny widok na zimbaw.. zimbawar... zimbabow... przyrodę. Warto również rozważyć odwiedziny w Parku Narodowym Hwange - tam zjedzą Was lwy. Albo zebry. Tak, czy siak, możecie sobie tam zrobić safari. Długo by jeszcze wymieniać zalety Zimbabwe, ale może to już czas, by przejść do mojej finalnej piątki. Nie, żeby ktoś czekał, ale skoro już zacząłem, to skończę.

środa, 9 listopada 2016

Dwadzieścia filmów na jedenastolecie - część trzecia





Witam Was ze stolicy Zimbabwe, Harare. Jest ciepło, piję drinki z palemką i w spokoju oczekuję na pierwsze spadające pociski nuklearne. Może zatem, by mój drink zbytnio się nie ocieplił, przejdę, bardzo szybko jak na swoje standardy, do głównego założenia tego posta.