Nastała środa, czas na kolejną notatkę z Waszego ulubionego działu. Tym razem zabieram Was w podróż w czasie do roku 1965.
NAJLEPSZE Z NAJLEPSZYCH - ROK 1965
"Za kilka dolarów więcej" to druga część "Trylogii Dolarowej" Sergio Leone (o pierwszej części, filmie "Za garść dolarów", mogliście poczytać w ostatnim "Repetytorium"). Według mnie to bezsprzecznie najlepszy film 1965 roku. W dziele tym Leone na pierwszy plan wysuwa łowców nagród ścigających bezwzględnego bandytę, którzy nie będą bawić się w grzecznych chłopców i którzy, aby zdobyć nagrodę, nie cofną się przed niczym. Sergio, jak to Sergio, łamie schematy westernów i prezentuje świat pełen zła i większego zła - miejsca na dobro tu nie ma. Perfekcyjne trio aktorskie (Eastwood, van Cleef i Volonte), pamiętne kreacje drugoplanowe (choćby Klausa Kinskiego), niesamowita muzyka Morricone, genialne zdjęcia autorstwa Dallamano oraz znakomicie prowadzona przez Mistrza Leone fabuła powodują, że śmiało możemy pisać tu o prawdziwym arcydziele! Acz, co znów zaznaczę, piszę tu o arcydziele, które i tak nie jest największym dokonaniem Sergio - oj tak, ten Pan pojawi się tu wielokrotnie, gdyż to jeden z moich ulubionych twórców.
O filmie "Bóg Wojny" nie pamięta dziś prawie nikt - ba, niedługo po premierze, niewiele osób o nim pamiętało. Co zatem tu robi? Cóż, uważam, że to niesłusznie zapomniana perełka bardzo mocno wyróżniająca się na tle produkcji historycznych. Dzieło Schaffnera pokazuje średniowiecze od zupełnie innej strony - akcja nie toczy się w monumentalnych zamkach, gdzie piękna obsada ubrana w piękne kreacje tańczy w ogromnych salach i bierze udział w turniejach. "Bóg Wojny" rozgrywa się w biednej, zapomnianej przez wszystkich osadzie nad którą króluje nie pierwszej świeżości wieża obronna. Dodatkowo twórcy dość wiernie podeszli do tematu kostiumów i fryzur - to już szok, jak na Hollywood. Samo dzieło budzi (słuszne) kontrowersje, gdyż obowiązkowa historia miłosna zaczyna się tu od... prawa pierwszej nocy. Tym samym w dziele tym świadomie rezygnuje się ze świętego obrazu rycerza, który zamiast myśleć o Bogu, woli zaspokoić swoje własne potrzeby. Staje się to punktem wyjścia do dalszej, nie walącej schematami, fabuły. Czy na końcu drogi czeka odkupienie? Czy może jednak potępienie? Przekonajcie się sami. Warto, bo prócz wyróżniającego się na tle kina historycznego tamtej epoki scenariusza, otrzymacie tu również znakomitą kreację Charltona Hestona, kawał porządnego soundtracku oraz wciąż nieźle prezentujące się sceny batalistyczne. "Bóg Wojny" ze względu na swoje rozwiązania mocno może Was podzielić - ja uważam jednak, że to jedno z niesłusznie zapomnianych dzieł.
"Cincinnati Kid" to nie jest kino dla każdego ze względu na niespieszne tempo akcji. Nie ma tu pościgów, nie ma strzelanin - liczą się tu tylko bohaterowie i poker. Dla mnie jednak, to właśnie ten klimat powoduje, że traktuję ten obraz jako legendarny. Nigdy wcześniej i nigdy później filmowe rozgrywki pokerowe nie były tak emocjonujące - tu nie chodzi o przecież o szybkość, a o napięcie, które w szczytowym momencie powoduje, że i my zaczynamy się pocić. "Cincinnati Kid" to nie tylko kawał świetnej fabuły z kapitalnym finałem, ale i wybitne aktorskie starcie Steve'a McQueena z Edwardem Robinsonem - obaj panowie grają prawdziwy koncert, dają prawdziwy popis. Nie mogę zapomnieć i o niesamowitym soundtracku, który odgrywa w dziele tym jedną z najbardziej kluczowych ról. Jeśli szukacie niespiesznego, acz cholernie emocjonującego filmu, to jest to dla Was pozycja obowiązkowa.
"Wstręt" Polańskiego to kino cholernie ciężkie, gęste, przytłaczające. Reżyser mistrzowsko kreśli obraz kobiety, na którą coraz mocniej zaczynają rzutować różne wydarzenia powodujące stopniowe popadanie w obłęd. Czym jest zatem ten tytułowy wstręt? Polański, jak na mistrza w swoim fachu przystało, nie daje jednoznacznej odpowiedzi, pozostawiając pole do różnych interpretacji (finałowe ujęcie na pewne zdjęcie wciąż mam w pamięci i wciąż mną wstrząsa, jeśli przypomnę sobie tę fabułę). O wielkości tego dzieła świadczą jeszcze dwa "składniki". Pierwszym z nich jest bez wątpienia niesamowita kreacja Catherine Deneuve (moim zdaniem to jej najlepsza rola w całej jej wielkiej karierze) - kiedy grała we "Wstręcie" miała zaledwie 21/22 lata, a oddała emocje swojej bohaterki w sposób wybitny, absolutnie mistrzowski. Drugim zaś są niesamowite zdjęcia, które potęgują wrażenie klaustrofobii i coraz mroczniejsze zachowania bohaterki. "Wstręt" to bez wątpienia klasyka kina psychologicznego - nie jest istotnym, jaki masz stosunek do Polańskiego, dzieło to musisz znać.
Na liście musiał znaleźć się również "Rudobrody" Kurosawy. To przepiękny film nie tylko o lekarzach z misją, ale i (przede wszystkim) o ludzkim życiu. Bo choć dzieło rozgrywa się w szpitalu dla ubogich, gdzie śmierć jest na porządku dziennym, reżyser oddaje głos nie tylko dwóm głównym bohaterom, ale i ich pacjentom. Film ten, choć pełen cierpienia i bólu, jest niezwykle budujący, pokazujący, że można do końca żyć w zgodzie z samym sobą i wyznawanymi przez siebie wartościami. Wydźwięk "Rudobrodego" potęgują absolutnie niesamowite kreacje Mifune (była to jego szesnasta i ostatnia rola u Kurosawy) i Kayamy, którzy tworzą wybitny duet, jeden z najlepszych, jakie widziało kino w latach 60 XX wieku. Opisywane dzieło Kurosawy trwa trzy godziny - to trzy godziny powolnego, ciężkiego kina, które jednak zostanie z Wami na długo. Na bardzo długo.
Pozostałe pozycje obowiązkowe z roku 1965:
- "Doktor Żywago" (oczywiście, uwielbiam ten film, acz wyżej stawiam zaprezentowaną "piątkę")
- "Szalony Piotruś"
- "Alphaville"
- "Zmierzch Czarowników"
- "Wyspa Złoczyńców"
- "Miłość blondynki"
- "Salto"
- "Szymon Pustelnik"
- "Bohaterowie Telemarku"
- "Popioły"
- "Bitwa o Ardeny"
Moja lista hańby - produkcje z roku 1965, które chciałbym zobaczyć, a nie miałem okazji:
- "Dźwięki muzyki"
- "Król Szczurów"
- "Wzgórze"
- "Giulietta i duchy"
- "Wielki wyścig"
- "Szybciej, koteczku! Zabij! Zabij!"
- "Gabinet Grozy Doktora Zgrozy"
- "Ekspres von Ryana"
- "Inwazja potworów"
- "Otello"
- "Kolekcjoner"
- "Shenandoah"








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz