piątek, 20 marca 2026

FILMOWA SZÓSTKA: RUSSELL CROWE

 


Russella Crowe przedstawiać nikomu nie trzeba. Jego kariera przypomina ogromną sinusoidę, jest pełna wzlotów i pełna upadków. W filmografii aktora znajdujemy całą masę arcydzieł, ale i coraz więcej koszmarków. Nikt nie odbierze mu jednak tego, że jest aktorską legendą, człowiekiem, który zasługuje na pomnik w Hollywood. Czas zmierzyć się z jego filmografią. Oto sześć, moim zdaniem, najlepszych kreacji w karierze Russella Crowe!



Zasady serii: w "Filmowej Szóstce" prezentuję Wam (szokująca informacja) sześć najlepszych, w moim odczuciu, ról danej aktorki/danego aktora. Proste? To zaczynamy.




MIEJSCE SZÓSTE: "PAN I WŁADCA: NA KRAŃCU ŚWIATA" (2003)

Strasznie niedoceniana kreacja w strasznie niedocenianym (i praktycznie zapomnianym) filmie. Co jest?! Ludzie kochani! Mówimy tu o marynistycznym arcydziele! Crowe tworzy tu prawdziwą aktorską bombę. Oglądając ten film czujemy się, jakbyśmy przebywali na statku, a Russell był autentycznym kapitanem. Strach byłoby się bać, by nie wykonać jakiegoś rozkazu. Kreacja niezwykle realistyczna, bez przegięcia, bez fałszywej nuty - prawdziwy pan i władca mórz i oceanów. Crowe rządzi tym fantastycznym filmem - swoją osobowością dodaje produkcji autentyzmu. "Pan i Władca: Na Krańcu Świata" to kino bliskie rzeczywistości, pokazujące okrucieństwo codziennego życia na morzu - Russell idealnie się w tym "świecie" odnalazł. Klasa!


MIEJSCE PIĄTE: "AMERICAN GANGSTER" (2007)

W tym wybitnym dziele dochodzi do aktorskiego starcia Russella Crowe z Denzelem Washingtonem i, o matkoboskaodynowska, ależ to jest epickie starcie! Na to czekał cały świat! Crowe jako detektyw Richie Roberts (postać autentyczna) wypada cholernie przekonująco. Fantastycznie ukazuje obsesję i chęć, by wsadzić do więzienia antagonistę (fenomenalny Denzel Washington w roli Franka Lucasa [również postać autentyczna), genialnie ukazuje, jak znakomitym gliniarzem jest jego postać. Russell robi wszystko, byśmy kibicowali jego bohaterowi, świetnie podkreśla na ekranie cechy Robertsa: determinację i uczciwość. Tworzy idealną przeciwwagę dla postaci Denzela. Mistrzostwo!


MIEJSCE CZWARTE: "ROBIN HOOD" (2010)

Nie jest to popularna opinia, ale ja ten film strasznie lubię. Oglądałem go kilka razy i za każdym razem bardzo dobrze się bawiłem. Największa w tym zasługa klimatu tego obrazu oraz, co oczywiste, roli Russella. Crowe tworzy jeden z najbardziej realistycznych kinowych wizerunków Robin Hooda. To postać z wadami, postać, która nie jest obrazem dobrego banity z lasu Sherwood, która zabiera bogatym, by oddać biednym. Robin Russella to bohater z krwi i kości, doświadczony życiowo, brutalny i dążący do tego, by za wszelką cenę zmienić otaczający go świat. Nie jest to facet w rajtuzach z łukiem, a charyzmatyczny wojownik gotowy dla celu poświęcić wszystko. Russell błyszczy w każdej scenie, wypada bardzo naturalnie, czuć od niego ten żar, który porywa tłumy. Szkoda, że zagrał Robina tylko w jednym filmie, bo potencjał na dalsze nieoczywiste budowanie tej postaci był ogromny...


MIEJSCE TRZECIE: "PIĘKNY UMYSŁ" (2001)

To jedna z tych ról, o których napisano już wszystko. Napisano, co trzeba podkreślić, zasłużenie! Bo choć życiorys Johna Nasha (postać autentyczna) i przebieg jego choroby na potrzeby filmu zmodyfikowano, nikt nie odbierze królowi tego, co królewskie. Russell Crowe miażdży! To kreacja doskonała, w której aktor mistrzowsko ukazuje geniusz matematyka w kontekście jego schizofrenii. Przejmująca, przemocarna rola, która zasługuje na wszelkie laury. 


MIEJSCE DRUGIE: "NORYMBERGA" (2025)

Kiedy wydawało się, że kariera aktora jest już na dnie i nic tego nie zmieni (od 2016 roku i premiery bardzo fajnego "Nice Guys" klęska goniła klęskę) nadeszła "Norymberga". No i, w końcu, miałem opad szczęki, bo Crowe błyszczy tu jak za najlepszych lat! Charyzma, doskonała mimika, wyborna gra głosem - aktor tworzy postać Hermanna Goringa w sposób wybitny. Doskonale oddaje zachowanie zbrodniarza, który chciał przedstawiać się jako ten święty, który nic nie wiedział o zbrodniach nazistowskich Niemiec. Doskonale oddaje też moment, gdy Goring zostaje złamany. Niesamowita, przerażająca kreacja, jedna z najlepszych w ostatnich latach. Oby więcej takiego Russella!


MIEJSCE PIERWSZE: "GLADIATOR" (2000)

Czy naprawdę muszę tu coś pisać? Mowa tu o jednej z najwspanialszych ról w dziejach kina w jednym z najlepszych filmów w dziejach kina. Tyle w temacie. 

Przecież jak ktoś nie ma ciarek na całym ciele przy oglądaniu tej sceny, to chyba nie jest człowiekiem:







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz