Pierwsza dekada XXI wieku zdecydowanie należała do niego. "Magda M.", "Oficer", "Biała Sukienka", "Świadek Koronny", "Skrzydlate Świnie" - Paweł Małaszyński rządził w telewizji, rządził w kinach. Obecnie aktora na ekranach już tak często nie widujemy. Problemy zdrowotne (operacje), walka z depresją (o której mów otwarcie), rzadsze oferty z kina i telewizji (co również szczerze przyznaje) spowodowały, że na ten moment jego głównym "domem" stały się deski teatralne. Są jednak miejsca, w których Pawła Małaszyńskiego zdecydowana większość z Was nie spodziewałaby się spotkać. Są to... kluby muzyczne. Paweł Małaszyński od 2004 roku jest bowiem wokalistą zespołu Cochise. Słyszeliście o tej kapeli? Zapewne nie. Czas to zmienić!
Zespół swoją nazwę zawdzięcza w głównej mierze fascynacji Pawła Małaszyńskiego kulturą rdzennej ludności Ameryki Północnej. Cochise był jednym z największych "indiańskich" wodzów w dziejach, był symbolem wolności, siły, determinacji, wrażliwości i wytrzymałości. Wszystkie cechy te, według słów samego Pawła, stanowią fundament zespołu. W przekonaniu o tym, że nazwa ta będzie właściwa, utwierdził również aktora... zespół Audioslave. W czasie podróży autem Małaszyński usłyszał ich singiel, który od razu wpadł mu w ucho. Utwór ten nazywał się... "Cochise". To był znak.
Cochise to zespół, który bardzo trudno zaszufladkować. W ich stylu mieszają się rock, grunge, czuć wpływy metalu i punka. Mix gatunkowy wynika z muzycznych fascynacji członków kapeli. Sam Małaszyński mówi, że przez lata szukał "swojej" muzyki, słuchał wszystkiego, by znaleźć głos swojego pokolenia. Wtedy pojawił się grunge i aktor w nim totalnie "zatonął". Alice in Chains, Nirvana, Pearl Jam i przede wszystkim Soundgarden - to kapele, które Małaszyński wymienia jako swoje ulubione, a jednocześnie jako źródło muzycznych inspiracji. W wolnych chwilach aktor słucha jednak także The Doors, Nicka Cave'a, Queen, Metallici, Black Sabbath i co zapewne najmocniej Was zaskoczy również kapel black metalowych (zdradził ostatnio, że najlepiej "oczyszcza się" przy utworze "Freezing Moon" zespołu Mayhem - gwarantuję, że nikt z Was nie przesłucha tego "kawałka" w całości [chyba, że jest mną xD] ;)). Te różnorodne muzyczne wpływy wyczuwalne są w utworach Cochise. Zespół eksperymentuje, z każdą kolejną płytą brzmią coraz lepiej, niesamowicie się rozwijają. Zdecydowanie zasługują na większy rozgłos, bo w Polsce drugiej tak brzmiącej kapeli po prostu nie ma. Prócz charakterystycznego wokalu Pawła Małaszyńskiego, zespół wyróżnia się fantastycznymi partiami gitar autorstwa Wojciecha Napory (ależ on gra, ależ ma solówki!). Oryginalność, wolność twórcza, płynięcie pod prąd, bunt - Cochise to zespół, który podąża swoją ścieżką, totalnie nie jest skrojony pod mainstream. W czasach, gdy Polskę opanowała moda na pierdzące do mikrofonów auto-tune'owe gwiazdeczki udające raperów (bezguście Polaków jest straszne), to właśnie kapele jak Cochise stanowią znakomitą alternatywę. Zanurzcie się w dźwiękach muzyki, która jest totalnym zaprzeczeniem tego promowanego wszędzie pseudoraperskiego komercyjnego gówna! "LET'S FUCKING DANCE" - cytując słowa utworu "Dance" Cochise!
Na osobny akapit zasługują koncerty zespołu. Żywiołowość, energia, rozpierdziel - Cochise na żywo to prawdziwa bestia! Jeśli będą w Waszej okolicy, koniecznie idźcie na koncert. Małaszyński to znakomity wokalista, który szybko łapie kontakt z publiką, zagaduje, zażartuje. Posłuchacie świetnej muzy, wybawicie się, a na koniec luźno zbijecie pionę z całym zespołem. Bez gwiazdorzenia, bez celebryctwa - tak to się robi! Gwarantuję: swojej koncertowej przygody z Cochise nie zakończycie na jednym występie, to jest taka dawka energii, że będziecie chcieli więcej!
MOJE ULUBIONE UTWORY COCHISE:
MIEJSCE ÓSME:
MIEJSCE SIÓDME:
MIEJSCE SZÓSTE:
MIEJSCE PIĄTE:
MIEJSCE CZWARTE:
MIEJSCE TRZECIE:
MIEJSCE DRUGIE:
MIEJSCE PIERWSZE:





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz